Strona główna

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Nowy rok, nowa.. ble ble ble.


Prolog.

Płatki śniegu spadały jeden za drugim, tworząc w powietrzu małe wiry wyglądały jakby grały w berka. Kiedy już postanowiły skończyć zabawę delikatnie lądowały na ciepłym policzku od razu topniejąc. Siedziałam przed domem otulona kocem wpatrując się w ośnieżone szczyty gór. Latem wydawały się wyższe i bardziej niedostępne, ale kiedy przychodziła zima, śnieżnobiały krajobraz mówił: chodź pokażę Ci magię. W dzieciństwie odkrywałam ją tylko w dolinach, z biegiem lat apetyt rósł a wyższe partie gór stawały się coraz bardziej osiągalne. Tak, zakochałam się w tym miejscu i już wtedy, jako mała dziewczynka postanowiłam, że zostanę właśnie tu, że to będzie mój dom i schronienie, moja własna kraina lodu. Powszechnie jednak wiadomo, że marzenia z dzieciństwa nie zawsze się spełniają, a życie weryfikuje niektóre plany. Moje w tym momencie były dość nie doprecyzowane. Czekałam chyba na jakiś cud, albo grom z jasnego nieba, ale póki co miałam tylko kubek gorącej czekolady i panoramę Tatr przed sobą.. Tylko? A może aż?…

Error.

Każdego roku czekam na ten moment, czekam na chwilę kiedy spadnie pierwszy śnieg. Marzę o białym puchu i zimnych płatkach śniegu opadających na twarz. Od jakiegoś czasu to też oczekiwanie na pierwszy wypad na deskę, ubranie ulubionych butów i wpięcie w wiązania. Plany, sprawdzanie pogody, rozkładanie weekendów na części pierwsze żeby tylko dotrzeć w góry, złapać dobry warun. Jeden wypad, drugi wypad.. I nagle okazuje się, że wszystkie plany możesz wsadzić sobie w dupę.. Bo jednak nie jesteś niezniszczalna a Twój organizm mówi hola hola stop! Lądujesz w szpitalu, robią Ci milion badań, ładują leki, kroplówki, kierują do tysiąca innych lekarzy. To co usłyszałaś nie jest wyrokiem, ale zaczyna Cię mocno ograniczać i musisz się pilnować. Wracasz na haju do domu i leżysz, nie ogarniasz ale zaczynasz myśleć. Dociera do Ciebie, że tak daleko nie zajedziesz, że nie jesteś supergirl, która poradzi sobie ze wszystkim sama. Przestajesz planować, bo w sumie po co? Żeby znowu obejść się smakiem? Nie wiesz co przyniesie jutro, a co dopiero kolejny weekend. Póki co jedyny plan jaki masz to wstać z łóżka i się nie przewrócić. 

Reset.

Po co to piszę? Bo wydaje mi się, a właściwie wiem to na pewno, że przyszedł taki moment w moim życiu, w którym wszystko zmienia się o 180 stopni. Pora wcisnąć reset i rozliczyć się z samą sobą, a takie rzeczy najlepiej wychodzą mi kiedy zostają spisane. Ostatni rok dał mi popalić na każdym polu, nie dopuszczając mnie do głosu. Popełniłam milion błędów, ale przynajmniej wyciągnęłam wnioski i czegoś się nauczyłam - dzięki temu znam swoje granice. 

Nowy rok nowa ja. 

Hm zabawnie to brzmi, bo jakoś nigdy nie byłam typem "mam milion postanowień noworocznych i wprowadzę je w życie". A teraz chcąc nie chcąc tak właśnie się stanie. Ale standardowo będzie po mojemu - to nie są zwykłe postanowienia, to cele, do których muszę i chcę dążyć. Mając obok odpowiednich ludzi. I buty oczywiście ;)

Uważajcie na siebie, bo życie mamy tylko jedno, warto je wykorzystać mądrze, z przytupem ale mądrze.


PS Zimo czekaj na mnie! Niedługo mam zamiar wrócić! :)


1 komentarz: