Strona główna

czwartek, 12 listopada 2015

Wspomnień czar.

Wiele czynników miało wpływ na brak wpisów. Lenistwo, wena, przeprowadzka i takie tam. Nie jestem typem poukładanej blogerki i nigdy nie będę, więc wywody takie jak ten pewnie pojawią się raz na jakiś czas. 
Z racji tego, że pogoda za oknem już taka sobie postanowiłam przynajmniej zdjęciami i tekstem ocieplić trochę klimat i powspominać wakacyjne przygody.

Wrześniowo po raz pierwszy odwiedziłam Chorwację i od razu mogłam zobaczyć jej prawie wszystkie południowe i północne oblicza. Dlaczego prawie? Bo na zwiedzenie tak wielu wysp, tajemniczych zakątków i wspaniałych miast dwa tygodnie to definitywnie za mało. Z racji niedosytu na pewno tam wrócę!



Pag Novalja - WakeCamp

Tutaj zaczęła się moja przygoda z Chorwackimi klimatami. Ciepło, zdecydowanie za ciepło jak na kogoś kto kocha się zimowych temperaturach, jednak do przeżycia. Miałam szczęściej, pogoda mnie oszczędziła i zafundowała jedynie 25 stopni na plusie, trochę wiatru i kilka dni z deszczem w roli głównej. Novalja urzekła mnie swoimi stepami, pagórkami, małymi wysepkami i brakiem standardowej roślinności. Przypominała mi trochę Portugalskie Faro, może dlatego byłam w stanie ją polubić i wybaczyć to faux pas związane z upałem. ;) Poza tym całe dnie spędzone nad morzem, w otoczeniu fal, słonej wody i desek wakeboardowych pozwoliły zapomnieć o całym świecie. 





Szybki trasfer

Po tygodniu wakeboardowych zabaw z zapalniem zatok w roli głównej, nastąpił szybki transfer na północ - Rovinj i Umag - cel podróży. Północna Chorwacja nie zrobiła już na mnie takiego wrażenia jak pagowskie wyspy na południu. Pojawiły się kaktusy, normalna roślinność i zabudowania jak we Włoszech. Tylko malutkie Rovinj zawładnęło mną i zaszczepiło pomysł na dłuższe wakacje w tym miejscu. Brukowane uliczki, wszędzie pełno schodów, wąskich przejść i prania. Tak, prania pomiędzy budynkami, trochę jak w starych filmach albo kreskówkach. Idziesz i wyobrażasz sobie, że jesteś Alladynem, który ucieka przed strażą pałacu skacząc po sznurkach i rozłożystych prześcieradłach. 






VENICE

Z Umag do Wenecji to rzut beretem, więc i tam nie mogło mnie zabraknąć. Wrażenia? Mam mieszane uczucia. Wenecja super, trochę chodzenia, stosunkowo małe miasto, zapach? Bajki, wcale nie czuć wody i ryb, tylko kamienice cuchną nieziemsko stęchlizną. Ale nie wszędzie, więc da się przeżyć. Polecam odwiedzić i poczuć na własnych nogach (i ewentualnie nosie) co to znaczy spacerować po Wenecji. ;)










Podsumowując. Chorwacja bardzo na plus, Wenecja również. Mam nadzieję, że nie był to pierwszy i ostatni wypad tam, bo moje buty nie zdążyły jeszcze wszystkiego zobaczyć i poczuć. Odkrywania ciąg dalszy? Oby, bo siedzenie w miejscu nie jest dla mnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz