Tak mogłabym podsumować moje ostatnie wojaże we Wrocławiu. Chociaż nie, dodała bym jeszcze do tego: jim bimówka w moich kubkach i wakeboard na koszulkach. ;) Tyle jedzenia, nowych smaków i alkoholu (dobrego alkoholu!) nie przyjęłam dawno. Na dokładkę totalny chill, spanie do południa i doborowe towarzystwo - przepis na urlop idealny!
Wrocław zawsze był miejscem, w którym czułam się dobrze, czułam, że to miasto ma mi więcej do zaoferowania, niż tylko stare kamienice i kilka knajp przy rynku. Nie pomyliłam się... Dostałam niezłego kopa energetycznego i strzał prosto w pysk z przesłaniem: "Dziewczyno ogarnij się!". Co też postanowiłam uczynić. Chyba jestem na dobrej drodze.
A buty? No właśnie, buty tym razem poniosły mnie nie tylko po lądzie ale i po wodzie. Czas na nową zajawkę - wakeboard!
Swoją drogą, nie sądziłam, że ktoś może mieć więcej par sportowych butów niż ja... A jednak.. :)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz